Twój najlepszy wróg


…czyli skąd się wzięło Llamateurs.

Nie ukrywajmy. Wszyscy na to chorujemy. Nie, nie mówię o okresowym łupaniu w krzyżu (tak, to już ten wiek!), pogarszającym się z roku na rok wzroku czy syndromie nieustannego narzekania. Nie. Choroba ta cicha acz podstępna jest dużo bardziej skomplikowana (a może i nie?) i rozległa, dotyka setek i tysięcy, a jej początków doszukać możemy się już w prehistorii…

STRACH

Tak. Tak ma na imię i o nim mowa. Mogłabym poszerzyć temat i rozwlekać się o tym, że na strach chorujemy wszędzie, nieustannie i bez wytchnienia.
Że strach towarzyszy nam już od wczesnych lat (z mniejszą lub większą intensywnością) i jest bardziej lub mniej pielęgnowany.
Że patrzy na nas nawet z półek marketowych („czy to na pewno zdrowe?”), doradza w trudnych momentach życiowych i atakuje znienacka gdy choć na chwilę pomyślimy o zmianie dotychczasowego trybu życia lub po prostu o zmianie czegokolwiek.
Mogłabym, ale nie będę, bo… co to ma wspólnego z blogiem, Llamateurs i w ogóle nami?

OTÓŻ MA

My też chorujemy! Przyznajemy się bez bicia – boimy sie jak cholera! Poczynając od pająków, przez klaustrofobiczne jaskinie, kontuzje, aż po to, że może już za późno na niektóre decyzje życiowe czy podejmowanie wyzwań…

NIE! STOP!

Po pierwsze, wyzwania i zmiany to motor życia i nigdy nie jest na nie za późno (frazes frazesem, ale w gruncie rzeczy człowiek potrzebuje frazesów – jak nie rozśmieszą to zmotywują, a czy nie taki powinien być ich cel?). Poza tym ktoś kiedyś powiedział, że jedyną stałą powinna być zmiana, co szczerze zapadło mi w pamięci. Po drugie (tak, dopiero drugie, ale postaram się, żeby trzeciego nie było!) nie będzie o tym czego sie boimy i w jakim stadium choroby się znaleźliśmy. Będzie o tym jak znaleźć na nią lek. Pewnie i nie ma na to jednoznacznej recepty, a jeśli jest – nie każdemu chorobę chce się przezwyciężać, jednak my zdecydowaliśmy się na ten krok już dawno, a blog jest tylko uwieńczeniem, a może i początkiem nowej ery w naszym życiu. Zatem jak zwalczyć/zaakceptować tę chorobę, ba – a może nawet znaleźć i jej korzyści?

Odpowiedź 1

Pozostać aktywnym . Umysłowo czy fizycznie – wolność Tomku w swoim domku (tak to leciało?), a w wolnym tłumaczeniu – Twój wybór. Do aktywności fizycznej zachęcać nie trzeba, wszyscy naczytaliśmy się o jej korzyściach, a uwierzcie mi, w walce ze strachem jest niezawodna… Za to aktywność umysłowa to nadzwyczajne +10 do samooceny, być może akceptacji społecznej (jeśli tego poszukujemy), poza tym umysł to potęga i bloker straaasznych myśli, jeśli go odpowiednio ukierunkujemy. Dla odważnych propozycja challenge’u 2 w 1 –czytanie o tym jak radzić sobie ze strachem. Może nawet 3 w 1 – audiobook na bieżni! (o Llamateursowej metodzie 2 w 1 możecie poczytać tutaj)

Odpowiedź 2

Odwrócić kota ogonem. Im bardziej się boję, tym bardziej to zrobię. W sumie to w pewnym sensie było i jest nasze motto, trochę ostatnimi czasy zapomniane (zapomniane z premedytacją za małą namową strachu).
Stąd też pomysł bloga (Wreszcie! Przeszła do sedna! Ale to pierwszy post, dajcie mi się wygadać). To nasz lek na tu i teraz. Od zawsze chcieliśmy go prowadzić, ale baliśmy się, że za mało czasu (to na pewno pierwsza pozycja w księdze wymówek), że za mało umiejętności, że o czym będziemy pisać – tyle takich blogów w necie, że jaka jest granica między wrzucaniem prywatności do sieci a jej niewrzucaniem (powiedzmy sobie szczerze, tę sprawę już dawno rozwiązały media społecznościowe).
I stało się. Nadszedł moment, w którym choroba nie będzie dyktować nam warunków – jesteśmy. Strach może być potężnym motywatorem, jeśli tylko nie pozwolisz mu wejść na głowę, a my z pewnością zadbamy o to, żeby mu się nie udało!

 

Taką mamy nadzieję… (strach)

 

Llamateurs vs. strach. 1:0!

Zwyciestwo